• Wpisów:33
  • Średnio co: 62 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 12:07
  • Licznik odwiedzin:19 381 / 2113 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I choć sam nigdy nie byłam zapalonym, wiernym kibicem piłki nożnej, to nie sposób się tym nie ekscytować Bo to przecież POLSKA jest (na spółkę z Ukrainą) organizatorem tej piłkarskiej imprezy! Do tego dziś jest też nie byle jaki mecz - tuż po uroczystym otwarciu Euro nasza reprezentacja zagra z Grekami. Jak ja to widzę? Poland vs. Greece --> co najmniej 3 dla nas

A tak bardziej realistycznie - nie mam pojęcia. BuckmaCherzy ca prawda obstawiają za Polską, ale... No nic, przychodzi nam doczekać do 180 i cieszyć się. Jeżeli nie z wyniku inauguracyjnego meczu, to chociaż ze wspaniałego, pięknego stadionu

Ale uszy do góry - będzie nie tylko dobrze, będzie REWELACYJNIE! Wierzę w was, chłopaki! WYGRAMY!

PS. Całe EURO 2102 też WYGRAMY! A co, w końcu jesteśmy najlepsi! ツ
 

 
Someone loves you ↑ You ↖ You ↗ You ↙ You → You ↓ You ↩ You ↪ You ↬ You ↫ You ↪ You ↩ You ↲ You ↯ You ↷ You ↳ You ↶ You ↴ You ↵ And You ↺ ♥
 

 
Czyli - jak sama nazwa wskazuje - bardziej "wizja" niż "fonia". I z roku na rok coraz gorsza. Nie chodzi mi tu o poziom czy talent uczestników (choć szczerze - trochę tak), ale o wybieranie zwycięzcy. Osobiście uważam, że nie ma na świecie drugiego tak komercyjnego, przereklamowanego, sprzedajnego i przewidywalnego show. Bo jak inaczej ocenić coroczną sytuację, gdy państwa ościenne dają punkty przeważnie tylko swoim sąsiadom? Nie wspominając już o tym, że im państwo jest silniejsze politycznie, tym liczba punktów większa :C
Dlatego w tym roku postanowiłem nie oglądać Eurowizji i wybrałem inne rozrywki, bardziej "fair"

PS. Czy ktoś się zdziwił, że wygrała Szwecja, a Rosja była na drugim miejscu? ^.^
 

 
Masz tu parę faktów :
1. Jesteś w internecie.
2. Jesteś na Pingerze.
3. Czytasz.
5. Nie zauważyłeś że nie ma punktu nr 4.
6. Właśnie to sprawdzasz.
7. Śmiejesz się.
 

 
Kwiecień-plecień, co przeplata, trochę zimy, trochę lata... MUSZĘ zgodzić się z tym legendarnym ludowym przysłowiem. Jednak mam nadzieję, że na Majówkę pogoda się zmieni (czytaj: polepszy, ociepli). Nie mam zamiaru spędzić całego wolnego czasu w domu. Więc niech stanie się ciepło!
 

 
Z tego powodu życzę Wam wszystkim wszystkiego najlepszego! Spełnienia marzeń
 

 
I - jak prawie zawsze - nieciekawy. Ale nie do końca, przecież pozytywność przede wszystkim ^ᴥ^ Słynny dialog umieszczam poniżej.

J (ja): Masz pożyczyć pięć złotych?

M (Mark): A w jakim celu?

J: Finansowo-wydatkowym.

M: A to nie mam.

J: A gdyby w innym celu, to byś miał?

M: Aaa, tego nie powiedziałem.

J: Ale tak myślałeś.

M: William, masz tu te cholerne pięć złotych, tylko mnie już dłużej nie męcz, bo czasu nie mam na takie głupoty.
 

 
Ehhh, znowu się o Was zapomniało... Cóż, coś mi mówi, że mam sklerozę. Od teraz obiecuję dodawać nowe posty co godzinę (naprawdę, nawet w nocy!).



PS. Nie wierzcie, dziś 1 IV. Prima Aprillis! >
 

 
Tym razem z Markiem. Ja nie wiem, jak ten człowiek może tak niekumatym być, przecież jest taaaki wykształcony Poniżej przytaczam słowa, które niedawno wymieniliśmy...
M (Mark): Tobie tak się nie nudzi?
J (ja): ???
M: Cały dzień przed telewizorem siedzisz. Wzrok sobie zepsujesz. A robota czeka!
J: Byłem dziś w pracy. Może chcę w domu telewizor obejrzeć.
M: Nie telewizor, a telewizję. Tak się poprawnie mówi, Williamie.
J: Aha.
M: Co "aha"?
J: Niiic, może lepiej już idź z powrotem czytać tę Wyborczą......
 

 
No, oczywiście nie sam. Przyprowadziła go ciotka Kryśka, która poważnie (a według mnie przesadnie) zaniepokoiła się ostatnim zachowanie swego ulubieńca. Otóż Pimpuś nie chciał wczoraj jeść tego, co przygotowała mu właścicielka. Przez cały dzień nie tknął ani suchej karmy, ani pasztecików kupionych w pobliskiej piekarni. Cóż, mnie to za specjalnie nie zdziwiło. Sam dałem Pimpkowi saszetkę najdroższej karmy dla psów, w której psiak musiał się po prostu zakochać. I teraz nie chce spożywać "starego" jedzenia.
Poradziłem więc ciotce, by dała sobie spokój z jakimikolwiek weterynarzami. Niech będzie twarda, negocjując z Pimpusiem i wytrwale poczeka, aż jej ukochany zmieni zdanie. Choć, szczerze mówiąc, nie jestem pewny, czy szybko to nastąpi. W razie czego - zapiszemy go na jakieś szkolenie. Bo ja przepłacać za karmę na pewno nie będę. Nawet dla kochanego Pimpusia.
 

 
Ale ja mam już dosyć tej zimy. Piszę "zimy", ale nie mam na myśli śniegu (którego, nawiasem mówiąc, już nie ma). Chodzi mi o te temperatury! Może i nie są najniższe, lecz ja bym chciał już lato (no, co najmniej wiosnę). A tu jeszcze poczekać trzeba, i to nie mało Mam nadzieję, że dam radę i jak najbardziej skróci mi się to straszne oczekiwanie. A na razie - cieszmy się z tego co mamy - latem będziemy przecież przeklinać upały
 

 
Skrócona historia Oscarów - Przed nami godziny do rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Oscary to najważniejsze wyróżnienia w świecie kina - czy to się nam podoba, czy nie - a ich historia i wpływ na X muzę bezdyskusyjnie znaczący.
 

 
...Zrobiłem tak samo. Problem tego, że nie mam psa udało mi się zlikwidować - pożyczyłem kundelka Pimpka od ciotki Krysi. I poszliśmy.
Najpierw do parku. Pimpkowi bardzo się podobał (uwielbia skakać w krzaki i obszczekiwać przypadkowych spacerowiczów). Mi nawet też. Drzewa, ścieżki, plac zabaw... Plac zabaw! Jak tylko Pimpuś go zobaczył, ja odszedłem w niepamięć. Bo czy mogę porównywać się do wypełnionej piaskiem piaskownicy lub drewnianej huśtawki, którą można obgryzać? Na pewno nie. Poczekałem więc, aż mój kolega nahasa się do woli i ruszyliśmy dalej.
Dalej było stare miasto. Tu pies był spokojniejszy (no, oprócz wspomnianego już szczekania na przechodniów). Wodził nosem po wybrukowanych chodniczkach, jakby szukając jakiegoś tropu. Ale nic nie znalazł. Może i na szczęście
Wracając do domu ciotki (kilka ulic dalej od mojej kamienicy, lecz trzeba się poświęcić - nocować z Pimpusiem nie będę) zaszliśmy do spożywczego: czekoladowy batonik dla mnie, saszetka karmy dla czwonożnego kolegi. Ciotka nie rozpieszcza go najdroższą, reklamowaną w telewizji karmą - niech ma pies coś z życia! W sumie, to możnaby mnie nazwać jego wujkiem, a co!
A gdy wróciłem do domu, naszła mnie taka dziwna ochota na kupno własnego psa. Cóż, może kiedyś... Tylko gdzie ja znajdę takiego drugiego Pimpusia? Czyżbym musiał go sklonować?...
 

 
Tia...
czy zawsze wszystko musi się walić wtedy, gdy dopiero co się polepszyło?
Czy przysłowie "Co się polepszy, to się popieprzy" nie może zniknąć?
NIE.
I za to kocham życie
 

 
Budujemy nasz dom na piasku
Cel nie gra roli dziś
Kupiliśmy prawie wszystko
Ale wciąż nie mamy nic...

WTF
 

 
...Tak miło, że prawie słów brak. Ale PRAWIE to duża różnica, na szczęście. Wczoraj przekonałem się o tym na własnej skórze. Poprosiłem Marka, by kupił mi żelki (akurat wychodził do sklepu). On w odpowiedzi skinął głową, co uznałem za znak, że rozumie. Gdy wrócił, nieźle się zdziwiłem. Owszem, kupił, ale landrynki. Po zwróceniu przeze mnie uwagi odparł, że i to cukierki, i to cukierki, a więc landrynki to prawie żelki. Chciałem wyjaśnić mu, że jest w niesamowicie ogromnym błędzie, lecz odpuściłem. No trudno, niech żyje w niewiedzy.
 

 
Chciałbym zaprosić Was na mój drugi blog. Adres: http://williammoyet.blogspot.com/ Enjoy it!
 

 
Założyłem minibloga, ponieważ lubię "opisywać" rzeczywistość wokół mnie. A trochę tego jest, bo uwielbiam krytykować...